Historia z Łodzi
Dawno się nie słyszałyśmy, ale nie dzwonię, wysyłam zaczepnego sms-a. Nadchodzi wieczór, odpowiedzi brak. Rano budzę się z myślą, że w sumie to słaba koleżanka była, fałszywa, interesowna, nieogarnięta, leniwa i podła i jeszcze ma czelność focha strzelać. Jak nic wyszło szydło z worka. I wtedy przychodzi sms: Cześć kochana, wczoraj miałam podły dzień. Nie miałam siły, żeby odpisać. Może spotkamy się na kawę?
Historia z Bielska-Białej
– To ty żyjesz? Myślałam, że cię napadli albo porwali, albo że wypadek miałaś. Dzwoniłam do ciebie a tu głuchy telefon. Wszystkie szpitale i komisariaty obdzwoniłam. Całą noc nie spałam…
– Mamo o co chodzi? Dlaczego ty płaczesz, przecież mówiłam, że zostaje na noc u Tomka, a telefon po prostu się rozładował.
Historia z Warszawy
Dusi mnie w gardle, w głowie wiruje myśl: Co ja źle zrobiłam? Na pewno dostanę karę, bo urzędnicy to są ludzie bezwzględni, liczy się przepis a nie człowiek. Jak ja sobie poradzę, skąd wezmę pieniądze na tę karę. Mogłam jednak pójść do księgowej a nie sama się rozliczać. Boże jaka ja głupia. Pewnie chodzi o to, że odliczyłam te lekcje angielskiego, a nie powinnam. A jak będą już dzisiaj chcieli zobaczyć faktury za te lekcje, co ja zrobię, nie mam ich przy sobie. Który to był pokój, jest 65.
Wchodzę i mówię: Dzień dobry, nazywam się… A urzędniczka się uśmiecha i odpowiada: Dzień dobry pani Kasiu, zapomniała się pani podpisać na zeznaniu podatkowym. Zaraz je znajdę i to uzupełnimy.
Historia z Gdyni
Od rana jestem podekscytowana. Intuicja mi podpowiada, że dzisiaj mi się oświadczy. Wszystkie znaki na ziemi i niebie na to wskazują. Jest jakiś tajemniczy, poprosił, żebym nie zaglądała do jego torby, tydzień temu zapytał czy jestem gotowa na zmiany, no i jak ostatnio przechodziliśmy obok sklepu jubilerskiego tak słodko się uśmiechnął.
Wolę być przygotowana, ubieram się więc lepiej niż zwykle, zadowolona otwieram mu drzwi i słyszę: A ty gdzieś wychodzisz? Szkoda, bo chciałem porozmawiać, ale nie będę ci teraz psuł humoru. Eeeee….
Historia z Krakowa
Rozwodzę się.
Jak to się rozwodzisz?
No tak, po prostu żona mnie zdradza.
Jak to cię zdradza?
Jeździ na te swoje szkolenia, a tam wiadomo.
Co wiadomo?
Wiadomo, że nie odmawia, że kolesie też bez nadzoru, więc odpalają do niej narty. Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że tyle lat mnie zdzira zdradzała. Ostatnio wróciła w podartych rajstopach. Wszystko mi się zgadza, wszystko mi się łączy w całość. Jak sobie pomyślę, że potem dotyka tymi rękami nasze dzieci. Wszystkie są takie.
A co ona na to?
Najgorsze jest to, że zamiast się przyznać, błagać o wybaczenie, leczyć mi się kazała u psychiatry.
Krótkie historie – wielkie filmy w głowie
Krótkie historie, wszystkie wydarzyły się w głowie, wszystkie są wynikiem naszych umysłowych fantazji i konfabulacji. Są wynikiem wyciągania pochopnych wniosków bez dostarczenia sobie wszystkich niezbędnych danych. Ujawnią się w nich nasze przekonania, nasze lęki, ograniczenia, ale też pragnienia i postawy wobec życia.
Tworzymy je, żeby zrozumieć co się dzieje, ogarnąć dochodzące do nas informacje i nadać im sens. One porządkują nam życie, nadają zdarzeniom narrację. Bo wtedy paradoksalnie czujemy się bezpieczniej. Możemy powiedzieć: acha to jestem w domu, ok skoro wiem o co chodzi wiem co robić. Wiem kto przyjaciel a kto wróg.
Filmy kręcimy od najmłodszych lat, od czasu kiedy rusza myślenie abstrakcyjne. Wymyślamy niesamowite historie, a im bogatsza wyobraźnia tym bardziej są zawile, a potem, żeby nie poszło na marne sami w nie wierzymy. Wierzymy tak długo aż ktoś lub coś ich nie zweryfikuje.
Kłopot zaczyna się wtedy, gdy sprawa jest poważna, a danych służących rozbrojeniu tych fantazji czasami po prostu brakuje. Trudno jest udowodnić, że na wyjeździe spało się w swoim łóżku przez całą noc, chociaż się spało. Trudno jest udowodnić, że zmarszczyłaś nos, bo ci się kichnąć chciało, a nie dlatego, że okazujesz niezadowolenie.
Bo jeśli ktoś bardzo potrzebuje w to nie wierzyć, wierzyć nie będzie, albo uwierzy, ale nigdy nie będzie miał pewności. I zawsze znajdzie dowód, który potwierdza jego fantazje.
Mój pierwszy rodzinny dramat
Sama pamiętam mój pierwszy krótkometrażowy dramat rodzinny pod tytułem „Tatuś nas zostawia”.
A było to tak. Któregoś razu siedząc z bratem na balkonie na 7 piętrze (piętro jest istotne, bo ważna w tym przypadku jest odległość) zauważyłam, że za garażami mój tata zaparkował swojego trabanta. Zanim z niego wysiadł, uradowana, że go widzę, spontanicznie z siódmego piętra zaczęłam wołać: „Tato tato” – najpierw radośnie, potem trochę ze złością, bo jakoś nie usłyszał.
Ojciec wysiadł z samochodu i kiedy już myślałam, że spojrzy do góry, czyli prawie w przestworza, nagle podeszła do niego kobieta. Chwilę porozmawiali, a potem ojciec otworzył bagażnik, coś z niego wyjął i razem z kobietą wszedł do jej garażu.
I akcja filmu ruszyła.
Mój dramatyczny lament: Tato, tatooo… roznosił się po okolicy. Siedzący przy mnie mój młodszy o 3 lata brat z przestrachem w oczach spytał: Co się tacie stało? Ja wiedziałam! Odszedł od nas, zdradził nas, ma już inną panią, wszystko musimy powiedzieć mamie… i tak leciały obydwojgu z nas łzy i smarki z nosa, aż na balkon weszła mama.
Na pytanie wieeeesz co robi tata? odpowiedziała: jest przy garażach, odkupuje od pani Krysi dywaniki do naszego samochodu.
THE END
Ta historia zawsze do mnie powraca, kiedy zaczynam kombinować albo góra czarnych myśli tworzy wizje w mojej głowie. Bo tak naprawdę WSZYSTKO czego się boisz i większość powodów twojego cierpienia jest tylko w twojej głowie.
A jak już nakręcisz swój serial brazylijski, pokaż go bohaterom, którzy w nim występują, może będą chcieli obsadzić się w innej roli.
No Comment