Kiedy relacje naprawdę się kończą

Po wielu latach pracy z parami mogę powiedzieć coś, co dla wielu osób bywa zaskakujące: relacje rzadko rozpadają się z powodu konfliktów. Nie rozpadają się dlatego, że ludzie się kłócą, różnią, ranią czy popełniają błędy. Rozpadają się wtedy, gdy nie ma już na kłótnie miejsca. Wtedy, gdy jedna ze stron nie jest już w stanie być w prawdziwym kontakcie z drugą, bo musi chronić własne ego.

„No dobrze, ale co dokładnie znaczy: chronić ego?”

Ochrona ego to moment, w którym ważniejsze od relacji staje się utrzymanie obrazu siebie jako kogoś, kto wie, kontroluje i nie potrzebuje niczego od innych. W ochronie ego ważniejsze staje się to, kim się jest, niż to, z kim się jest. To subtelna, ale fundamentalna różnica między byciem w relacji a bronieniem własnego obrazu siebie. Konflikt zakłada istnienie relacji – obrona ego bardzo często oznacza jej koniec, nawet jeśli formalnie trwa jeszcze latami.

Gdy zamiast dwóch osób spotykają się dwie potrzeby

W gabinecie widzę ten sam mechanizm wciąż od nowa – w różnych wariantach, historiach i kontekstach życiowych. Jedna osoba przychodzi z intencją zrozumienia, z pytaniem, z próbą rozmowy. Druga reaguje złością, ironią i racjonalizacją. Zamiast rozmowy pojawia się narracja o sobie, która ma niewiele wspólnego z aktualnym doświadczeniem.

W tym momencie nie spotykają się już dwie osoby – spotyka się czyjaś potrzeba kontaktu z czyjąś potrzebą ochrony własnego obrazu.

Żeby zrozumieć, co w takich momentach naprawdę znika z relacji, warto na chwilę zatrzymać się przy tym, czym w ogóle jest kontakt psychologiczny.

Czym jest kontakt psychologiczny

Kontakt psychologiczny to nie jest bliskość emocjonalna w romantycznym sensie. Kontakt to gotowość bycia widzianym w realności: z niepewnością, ograniczeniami, sprzecznościami, ambiwalencją. To zdolność do przyjęcia wpływu drugiej osoby, do bycia poruszonym jej pytaniem, do uznania, że nie wszystko o sobie wiem, nie wszystko kontroluję, nie zawsze mam rację.

Kontakt wymaga tolerowania wstydu. Wymaga zdolności do powiedzenia: „nie wiem”, „może masz rację”, „nie jestem pewien, dlaczego tak robię”, „to mnie dotyka”. Z perspektywy psychologicznej jest to możliwe tylko wtedy, gdy ego jest wystarczająco stabilne, by nie musieć się bronić przed każdym zagrożeniem.

Obrona ego działa odwrotnie. Jej celem nie jest relacja, tylko zachowanie spójnej narracji o sobie. Nie chodzi o to, co naprawdę się dzieje, tylko o to, jak ja muszę wyglądać w swoich własnych oczach – i w oczach drugiej osoby. W obronie ego pytanie staje się atakiem, ciekawość próbą kontroli, a wątpliwość zagrożeniem dla tożsamości.

Scena z życia

W praktyce wygląda to bardzo zwyczajnie. Ktoś pyta partnera: „Kochanie, jesteś pewien tej decyzji?”. Pytanie jest osadzone w trosce, ale odpowiedź, która się pojawia, nie dotyczy jego treści, tylko obrony własnej pozycji. Zamiast rozmowy pojawia się narracja: „zawsze sobie radziłem”, „przecież wiem, co robię”, „nie przesadzaj”, „inni też tak robią”. W tym momencie relacja przestaje być przestrzenią spotkania, a staje się sceną autoprezentacji.

Z czasem osoba dążąca do kontaktu zaczyna doświadczać specyficznej samotności. To nie jest samotność braku relacji, ale samotność bycia w relacji, w której nie można niczego dotknąć naprawdę. Każda próba rozmowy kończy się obroną. Każda wątpliwość jest odbierana jako atak, a pytania zaczynają rodzić zwątpienie we własną wrażliwość i adekwatność. Tymczasem problem nie leży w tych pytaniach. Leży w tym, że trafiają w obszar, którego druga osoba nie jest w stanie psychicznie znieść. W obszar wstydu i lęku przed własną kruchością.

O intymności

Intymność w sensie psychologicznym nie polega na bliskości fizycznej, wspólnym mieszkaniu czy nawet miłości. Intymność polega na zdolności bycia widzianym bez konieczności obrony. Na gotowości do tego, by druga osoba miała wpływ na mój obraz siebie. Na zgodzie na to, że nie muszę być spójny, doskonały i pewny.

Relacje rozpadają się w momencie, w którym jedna osoba chce jeszcze być w relacji, a druga chce już tylko nie stracić twarzy.

Z zewnątrz wszystko może wyglądać normalnie: rozmowy trwają, wiadomości są wysyłane, wspólne życie się toczy. Ale wewnętrznie relacja jest już pusta. Nie ma w niej miejsca na realność, na niepewność, na wzajemne poruszenie. Jest tylko bezpieczna odległość, w której nikt nikogo naprawdę nie dotyka.

W tym momencie relacja zaczyna funkcjonować bardziej jako współistnienie dwóch samotnych narracji. Jednej, która jeszcze chce kontaktu, i drugiej, która za wszelką cenę chce pozostać nienaruszona.

O tym co zostaje

W gruncie rzeczy obrona ego bardzo często nie jest wyrazem siły, lecz jej braku. Jest sposobem regulowania głębokiego poczucia niestabilności. Im bardziej ktoś musi udowadniać, że „wie”, „kontroluje”, „radzi sobie”, tym mniej jest w stanie znieść realnego spotkania z drugim człowiekiem.