Odwaga i jej druga strona
Lubię mówić o odwadze. Jestem jej fanką i propagatorką. Wierzę, że jest ważna i potrzebna do tego, żeby żyć, a nie tylko wegetować.
Dziś jednak przewrotnie opowiem o drugiej stronie medalu – o strachu. Bo przecież odwaga to nic innego jak umiejętność przezwyciężania strachu. A żeby go okiełznać, warto najpierw dobrze poznać swojego „nieprzyjaciela”.
Jak wygląda strach?
Mówi się, że strach ma wielkie oczy. Ja też mam oczy, ale moje są niebieskie i – na szczęście – często się uśmiechają. Jak więc wygląda człowiek, który naprawdę się boi?
Każdy, kto widział obraz Edvarda Muncha „Krzyk”, pamięta postać o wielkich, pustych, szeroko otwartych oczach. Z fizjologicznego punktu widzenia takie „wielkie oczy” są efektem reakcji endokrynno-wegetatywnej.
Co dzieje się w ciele, kiedy się boimy?
Reakcje wegetatywne są całkowicie niezależne od naszej woli. Ich zadaniem jest przygotować nas jak najlepiej do poradzenia sobie z zagrożeniem.
Kiedy pojawia się lęk, do akcji wkracza układ sympatyczny. Powoduje on między innymi rozszerzenie źrenic, rozwarcie szpar oczu i lekki wytrzeszcz.
Ta reakcja ma swoje ewolucyjne uzasadnienie. Dawniej wielkie oczy jednego z członków grupy były sygnałem ostrzegawczym: „uwaga, coś się dzieje”, „tu jest zagrożenie”. I tak zostało do dziś – naturalną reakcją organizmu na lęk jest właśnie „otwieranie oczu szerzej”. Zarówno w wersji umiarkowanej, jak i tej bardziej teatralnej.
Strach jako zniekształcenie percepcji
„Wielkie oczy strachu” można jednak rozumieć nie tylko fizjologicznie, ale również poznawczo.
Kiedy mówimy: „Nie przejmuj się, nie będzie tak źle, strach ma wielkie oczy”, zazwyczaj mamy na myśli to, że sposób patrzenia na daną sytuację jest nieadekwatny do realnego zagrożenia.
Lęk zmienia percepcję. Sprawia, że to, co nas przeraża, zaczyna się wyolbrzymiać. W efekcie uruchamia się dodatnie sprzężenie zwrotne: boimy się, więc widzimy zagrożenie jako większe, a im większe zagrożenie widzimy, tym bardziej się boimy.
Zaczynamy bać się samego faktu, że się boimy.
Luneta strachu
To, czego się boimy, wypełnia całe pole widzenia. Skupiamy się tylko na jednym elemencie, nie dostrzegając niczego poza nim.
Dokładnie tak, jakbyśmy patrzyli przez lunetę – widzimy wyłącznie to, co mieści się w jej obiektywie. Obiekt staje się powiększony, centralny, dominujący. Reszta świata znika.
Nic dziwnego, że nadajemy temu czasem wręcz monstrualny wymiar.
Przykład z pająkiem
Załóżmy, że boisz się pająków.
Jeśli położysz pająka na swojej dłoni i przysuniesz ją bardzo blisko do oczu, pająk wypełni całe pole widzenia. Będzie ogromny i przerażający.
Wystarczy jednak, że odsuniesz rękę maksymalnie daleko – pająk nagle stanie się mniejszy. Mniejszy od dłoni. Mniejszy nawet od paznokcia.
Czy coś, co jest mniejsze od twojego paznokcia, naprawdę jest w stanie cię pożreć?
A jeśli położysz pająka na podłodze i odejdziesz wystarczająco daleko, istnieje spora szansa, że… przestanie dla ciebie istnieć.
Dystans jako ratunek
Właśnie dlatego, kiedy strach ma wielkie oczy, ratuje nas dystans.
Dystans pozwala zobaczyć więcej. Pozwala realnie ocenić wagę zagrożenia, dostrzec inne możliwości i potencjalne rozwiązania. Na przykład… okno, przez które pająka można po prostu wyrzucić.
Strach jako narzędzie kontroli
Lęk – oraz umiejętność wzbudzania go w innych – jest narzędziem potężnym i niebezpiecznym. Pozwala kontrolować, sprawować władzę i trzymać w szachu.
Traci jednak swoją moc w momencie, gdy bojący się odważą się na weryfikację i powiedzą: „sprawdzam”.
Kiedy puste miejsca, wynikające z braku informacji, przestajemy wypełniać tworami własnej wyobraźni, a zaczynamy wypełniać je faktami – lęk słabnie.
Na zakończenie
Jeśli chcemy rzadziej mieć wielkie oczy ze strachu, warto zacząć szeroko otwierać je na świat. Weryfikować, poznawać i oswajać to, co nas przeraża. Pytać o to, czego nie wiemy.
Bo wiedza i rozumienie obniżają poziom lęku.
Strach ma wielkie oczy.
Ale nie taki diabeł straszny, jak go malują.
No Comment