Na co najczęściej złościsz się w pracy?
Na ludzi – mówi. Chaos też mnie złości.
Po chwili milczenia dodaje ciszej, że właściwie to nie złość. Raczej zmęczenie.
Pytam, kiedy ostatnio naprawdę się złościła.
Zastanawia się chwilę. Opowiada o spotkaniu. Tydzień wcześniej coś zostało ustalone, a potem wszystko zmieniono. Nikt nawet nie zapytał. Dodaje, że przecież to praca i nie będzie robić scen.
Pytam więc, co stało się z tą złością.
Odpowiada, że nic. Zrobiła swoje. Tylko później była już rozdrażniona. W domu też.
Chwilę milczymy.
Mówię wtedy, że złość rzadko znika tylko dlatego, że jej nie pokażemy. Bardziej przypomina czajnik postawiony na gazie. Na początku nic się nie dzieje. Woda wygląda spokojnie, ale temperatura rośnie.
Uśmiecha się lekko i mówi, że to brzmi znajomo. Czasem ma wrażenie, że gotuje się w środku.
Odpowiadam, że złość zwykle pojawia się tam, gdzie coś zostało przekroczone. Granica czasu, wpływu, szacunku albo jasności zasad.
Pyta, czy w takim razie złość jest normalna.
Mówię, że jest informacją. Problem zaczyna się wtedy, kiedy próbujemy ją tylko zatrzymać, zamiast sprawdzić, o czym mówi.
Po chwili dodaje, że przecież w pracy nie można się złościć.
Odpowiadam, że można ją czuć. To nie to samo co wybuchać. W Analizie Transakcyjnej mówi się, że emocje nie należą do jednego stanu Ja same w sobie. Stany Ja – Dziecko, Dorosły i Rodzic – opisują raczej sposób, w jaki emocje przeżywamy i wyrażamy. Ten model pomaga zrozumieć doświadczenie, a nie oceniać emocje jako właściwe albo niewłaściwe.
Pyta, czy złość może być dorosła.
Tak. Może być spokojną informacją, że coś jest nie w porządku, że jakaś granica została przekroczona i warto się temu przyjrzeć. Bywa jednak i tak, że reakcja pojawia się z poziomu naszego Dziecka. Wtedy albo wybuchamy, albo odwrotnie – zaciskamy zęby i wszystko zostaje w środku. Na zewnątrz spokój, w środku napięcie.
Mówi, że to brzmi znajomo.
Dodaję, że czasem pod złością jest coś jeszcze. Bezradność, lęk, poczucie bycia niewysłuchanym. W Analizie Transakcyjnej mówi się o emocjach zastępczych – takich, które łatwiej jest poczuć niż te bardziej kruche. Złość bywa wtedy czymś w rodzaju ochrony przed doświadczeniem, które jest trudniejsze.
Milczy przez chwilę i mówi, że to chyba bardziej o tym drugim.
Odpowiadam, że często tak jest.
Po chwili wraca do pracy. Opowiada, że w firmie też tak to wygląda. To firma rodzinna. Niby chodzi o decyzje, ale tak naprawdę każdy walczy o swoje miejsce i nikt nie mówi tego wprost.
Mówię, że w takich miejscach złość ma długą historię i trudno ją nazwać, bo nie dotyczy tylko pracy.
Pyta więc, co ma z nią zrobić.
Nie odpowiadam od razu. Mówię tylko, żeby następnym razem nie zaczynała od pytania, jak się uspokoić, ale od innego: co zostało przekroczone?
Siedzi chwilę w ciszy i mówi, że chyba to, że nie ma wpływu.
Kiwnęłam głową.
I to zwykle jest moment, w którym rozmowa dopiero się zaczyna. Bo złość w pracy rzadko jest problemem sama w sobie. Najczęściej jest pierwszym sygnałem, że coś ważnego próbuje zostać zauważone, zanim pojawi się obojętność.
No Comment