„Ja tego tak bardzo chciałam, a kiedy w końcu się wydarzyło, właściwie nic nie poczułam”.
Może w twojej historii też pojawia się podobny scenariusz. Czekasz na coś długo. Jest wysiłek, plan, napięcie, wyobrażenia. W głowie pojawia się scena: ten moment, kiedy wreszcie się uda – kiedy pojawi się satysfakcja, radość, może nawet duma.
I w końcu się udaje.
A potem okazuje się, że zamiast przyjemności pojawia się tylko ulga. Ulga, że to już, że można przestać się starać. Spadek napięcia, który czasem zawiera w sobie także kawałek pustki.
Ulga kończy napięcie. Przyjemność zaczyna doświadczenie.
Dlatego w wielu momentach życia to, co bierzemy za przyjemność, okazuje się jedynie chwilowym ustaniem napięcia.
To nie jest to samo.
Dlaczego pragnienie i przyjemność to nie jest to samo
Wielu z nas dorasta z przekonaniem, że pragnienie i przyjemność są jedną historią. Jeśli czegoś naprawdę chcemy, zakładamy, że kiedy to się wreszcie wydarzy, poczujemy się dobrze.
A doświadczenie wielu ludzi pokazuje coś bardziej złożonego.
Można czegoś bardzo pragnąć i nie poczuć przyjemności w momencie, kiedy to się wreszcie wydarzy.
Nie dlatego, że człowiek jest niewdzięczny. Nie dlatego, że ciągle mu mało. Najczęściej dlatego, że pragnienie i przyjemność są różnymi procesami psychologicznymi.
Pozwól, że opowiem o tym trochę więcej.
Pragnienie mobilizuje
Pragnienie działa jak dopalacz – mobilizuje. Utrzymuje uwagę na celu, pozwala wytrzymać wysiłek i napięcie, pcha nas do działania. Dzięki niemu jesteśmy w stanie przez długi czas iść w jednym kierunku.
Pragnienie jest energią ruchu. Pcha do przodu, przyspiesza, utrzymuje koncentrację na celu.
I w tym sensie jest niezwykle potrzebne.
Przyjemność pojawia się inaczej
Przyjemność działa zupełnie inaczej. Jest doświadczeniem subtelniejszym i bardziej zależnym od stanu organizmu.
Nie pojawia się automatycznie tylko dlatego, że coś się wydarzyło. Potrzebuje warunków, w których ciało i psychika mogą wyjść z trybu mobilizacji.
Jeśli pragnienie jest jak dopalacz, który przyspiesza ruch, to przyjemność bardziej przypomina ciepłą mgiełkę, która pojawia się dopiero wtedy, gdy powietrze się uspokaja.
Nie da się jej wymusić ani przyspieszyć. Można ją tylko zauważyć wtedy, gdy napięcie przestaje dominować w ciele.
Dlaczego najpierw pojawia się ulga
Jeżeli przez długi czas funkcjonujemy w trybie „jeszcze trochę”, „trzeba”, „jeszcze jeden krok”, organizm pozostaje w stanie gotowości. Układ nerwowy zajmuje się przede wszystkim tym, żeby utrzymać kontrolę i poradzić sobie z wymaganiami.
Kiedy cel zostaje osiągnięty, ciało nie przełącza się natychmiast w tryb odczuwania.
Najpierw pojawia się ulga – sygnał, że napięcie może opaść.
Dopiero później może pojawić się przyjemność.
Dobrze widać to także w doświadczeniach ciała. Silne pobudzenie nie zawsze kończy się przyjemnością. W seksualności na przykład napięcie i pobudzenie mogą być bardzo intensywne, a mimo to nie pojawia się orgazm – czyli moment rozładowania napięcia.
To pokazuje coś ważnego: pobudzenie i przyjemność nie są tym samym procesem.
To oczywiście temat na osobną rozmowę, ale dobrze pokazuje mechanizm, który działa także w wielu innych obszarach życia.
Przyjemność potrzebuje bezpieczeństwa
Przyjemność bardzo rzadko pojawia się w napięciu. Organizm, który przez długi czas funkcjonuje w trybie czuwania, koncentruje się przede wszystkim na radzeniu sobie z wymaganiami i zagrożeniami.
Sprawdza, czy wszystko jest w porządku. Czy trzeba jeszcze utrzymać mobilizację.
Dopiero kiedy pojawia się wystarczające poczucie bezpieczeństwa, ciało może się rozluźnić, a uwaga przenieść się z kontrolowania sytuacji na jej przeżywanie.
Wtedy dopiero pojawia się przestrzeń na przyjemność.
Dlatego samo pragnienie nie wystarcza, żeby pojawiła się przyjemność.
Warunkiem jej odczuwania jest poczucie bezpieczeństwa i obniżenie nadmiernego napięcia. Kiedy organizm jest nadmiernie pobudzony lub przeciążony napięciem, pierwszą potrzebą staje się ulga, obniżenie napięcia.
Dopiero kiedy napięcie naprawdę opadnie, pojawia się przestrzeń na przyjemność.
Dlatego w wielu sytuacjach zatrzymujemy się na poziomie ulgi. Skupiamy się na tym, żeby napięcie minęło, i często nie mamy już zasobów, żeby pójść krok dalej – do doświadczenia przyjemności.
A przyjemność bardzo często zaczyna się dopiero tam, gdzie kończy się walka z napięciem.
No Comment