Głosy, które zwykle nie mają miejsca

Pytanie „jak się czujesz w pracy?” nie pojawia się zbyt często. Zazwyczaj nie pada na spotkaniach zespołów, nie jest też standardowym elementem rozmów rozwojowych czy ankiet pracowniczych. Znacznie częściej pytamy o cele, wyniki, zaangażowanie albo efektywność. Emocje lokujemy gdzieś obok – w obszarze prywatnym, niewygodnym, trudnym do zmierzenia i jeszcze trudniejszym do omówienia.

A jednak to właśnie emocje w największym stopniu decydują o tym, jak wygląda nasza codzienność po pracy. O tym, czy mamy jeszcze przestrzeń na relacje, odpoczynek i życie poza zawodową rolą, czy raczej czujemy się wyczerpani, rozdrażnieni albo emocjonalnie nieobecni.

Dlatego zadałam ludziom proste pytanie. Bez skali, gotowych odpowiedzi. Bez oczekiwania „psychologicznej poprawności”. Poprosiłam, by opisali, jak czują się w pracy, po czym poznają, że przeżywają emocje w ciągu dnia zawodowego, oraz jak zamknęliby to doświadczenie w jednym zdaniu. Odpowiedziały 72 osoby.

To, co się z tych odpowiedzi wyłania, nie jest ani spójną historią o wypaleniu, ani opowieścią o spełnieniu. To raczej emocjonalny krajobraz pełen sprzeczności.


„Lubię swoją pracę, ale…”

Jednym z najczęściej powracających motywów była ambiwalencja. Jednoczesna radość i frustracja. Sens i zmęczenie. Zaangażowanie splecione z chęcią ucieczki.

„Czuję się spełniona i zmęczona.”
„Lubię swoją pracę, ale emocje po niej są bardzo wyczerpujące.”
„Raz jest dobrze, raz gorzej.”
„W skali od zera do dziesięciu to raczej pięć.”

To nie są skrajności. To nie jest dramat ani euforia. To długotrwała huśtawka emocjonalna, która trwa tygodniami, miesiącami, czasem latami. I właśnie ona – bardziej niż ostry stres czy jawne wypalenie – okazuje się najbardziej obciążająca.


Złość, bezsilność, wstyd.

W odpowiedziach pojawiała się nie tylko frustracja, ale też bardzo silna złość i bezsilność. Czasem wyrażana wprost, bez cenzury.

„Wkurw.”
„Załamanie z powodu pracy z idiotami.”
„Nie mam już siły.”
„Pracuję tylko po to, żeby opłacić rachunki.”
„Chcę być gdzie indziej.”

To są zdania, które rzadko mieszczą się w firmowych raportach. A jednak one istnieją. I mówią coś ważnego – nie tylko o kondycji pojedynczych osób, ale o środowiskach pracy, w których nie ma miejsca na przeżywanie trudnych emocji w bezpieczny sposób.


Neutralnie, spokojnie… pusto

Uderzająco wiele osób opisywało swój stan jako neutralny. Spokojny. Bez wyraźnych emocji.

„Jest ok.”
„Bez skrajnych emocji.”
„Neutralnie, raczej stabilnie.”

Na pierwszy rzut oka brzmi to bezpiecznie, wręcz pożądanie. Psychologicznie jednak długotrwała neutralność rzadko oznacza równowagę. Częściej jest sygnałem odłączenia – od sensu, od wpływu, od poczucia, że to, co robię, naprawdę mnie dotyczy. Emocjonalna nijakość bywa cichym zwiastunem rezygnacji, która długo pozostaje niezauważona.


Ciało wie pierwsze

Drugie pytanie ankiety dotyczyło tego, po czym ludzie poznają, że przeżywają emocje w pracy. I tu odpowiedzi były zaskakująco spójne. Rzadko pojawiały się opisy myśli. Zdecydowanie częściej – sygnały z ciała.

Napięty kark i szczęka. Ścisk w brzuchu. Przyspieszone tętno. Pot. Drżenie. Bóle głowy. Ogromne zmęczenie po zakończeniu dnia. Senność albo nadmierne pobudzenie. Trudność w „odłączeniu się” po pracy.

Ciało staje się dziennikiem emocji zawodowych. Zapamiętuje to, czego nie nazywamy, reaguje na to, co „trzeba wytrzymać”, i często daje sygnały znacznie wcześniej, niż głowa jest gotowa coś z nimi zrobić.


Praca, która nie kończy się po pracy

Wiele osób pisało wprost, że emocje z pracy przenikają do życia prywatnego. W postaci rozdrażnienia, wycofania, braku cierpliwości, zmęczenia, które nie mija nawet po weekendzie.

Nie dlatego, że ktoś „nie potrafi oddzielić pracy od domu”.
Ale dlatego, że emocje, które nie zostały przeżyte i domknięte w ciągu dnia, szukają ujścia później – w relacjach, w ciele albo w rezygnacji.


To nie zadania są najtrudniejsze

Jednym z najmocniejszych wniosków płynących z tych odpowiedzi jest to, że najbardziej obciążające emocjonalnie w pracy rzadko wynikają z samych zadań. Znacznie częściej pojawiają się tam, gdzie:

– relacje są niejasne,
– komunikacja niespójna,
– potrzeby niewidoczne,
– a sens pracy rozmija się z osobistymi wartościami.

Frustracja, bezsilność, złość czy poczucie bycia niesłuchaną nie są problemem organizacji czasu. Są problemem relacyjnym.


Ten tekst nie jest podsumowaniem

Ten artykuł nie jest analizą ani interpretacją. Jest próbą oddania głosu. Pokazania, że emocje w pracy są różnorodne, często sprzeczne, czasem trudne do wypowiedzenia – ale realne.

W kolejnych tekstach będę się nad nimi zatrzymywać głębiej: psychologicznie, relacyjnie, systemowo.
Na razie ważne było jedno – żeby je zobaczyć i usłyszeć.

Bo bardzo często największą ulgę przynosi nie rozwiązanie, tylko świadomość, że nie tylko ja tak czuję.