Każdy, kto kiedyś był u mnie w gabinecie, wie, że na ścianie wisi spory obraz. Ten obraz nie ma ram. Czasami na niego patrzę i zastanawiam się, czy pasowałaby do niego jakaś rama. Czy coś by uporządkowała, podkreśliła, a może przeciwnie – ograniczyła to, co w nim najciekawsze.
Myśl o ramie szybko przestaje dotyczyć obrazu. Zaczynam myśleć o ramach – nie tych na ścianie, ale tych, przez które patrzymy na świat.
Bo rama robi coś bardzo prostego. Wybiera fragment rzeczywistości i mówi: to jest całość. Wszystko, co znajduje się poza nią, przestaje być widoczne, choć przecież nadal istnieje.
Z czasem zaczęłam zauważać, że ludzie w sporach robią dokładnie to samo. Patrzą na ten sam obraz, ale każdy przez inną ramę. Widzą coś prawdziwego, tylko niekoniecznie wszystko. A kiedy próbują się nawzajem przekonać, rzadko zmieniają ramę. Najczęściej próbują udowodnić, że ich fragment jest jedynym właściwym obrazem.
Skąd biorą się różne punkty widzenia
Przez wiele lat, kiedy próbowałam tłumaczyć klientom, dlaczego ludzie patrzą na te same sytuacje inaczej, używałam metafory wieży i okien wychodzących na różne strony świata. Z każdego piętra widać inny krajobraz. To pomagało zrozumieć różnice.
Dziś bliższa jest mi metafora ramy, bo pokazuje coś jeszcze. Nie tylko to, skąd patrzymy, ale też jak bardzo zawężamy albo poszerzamy to, co widzimy.
W analizie transakcyjnej istnieje pojęcie ram odniesienia, opisane między innymi przez Jacqui Schiff i Aaron Schiff. W najprostszym rozumieniu oznacza ono sposób, w jaki interpretujemy rzeczywistość na podstawie własnych doświadczeń, przekonań i tego, co kiedyś było dla nas bezpieczne albo zrozumiałe.
Każdy z nas buduje swoją ramę przez lata. Z tego, co przeżył, czego się nauczył, tego, co było nagradzane, a co krytykowane. Z emocji, które można było okazywać, i z tych, które trzeba było schować.
Dlatego dwie osoby mogą patrzeć na tę samą sytuację i obie mieć poczucie, że widzą ją jasno i logicznie. I w pewnym sensie obie mają rację. Widzą prawdziwy fragment rzeczywistości. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ten fragment uznajemy za całość.
Dlaczego tak łatwo o konflikty
W konfliktach rzadko chodzi o fakty. Częściej o ramy.
Jedna osoba widzi brak zaangażowania, druga widzi przeciążenie. Jedna widzi chłód, druga potrzebę spokoju. Jedna widzi kontrolę, druga troskę. Każda opisuje to, co naprawdę widzi, ale z innego kadru.
Im węższa rama, tym większa pewność, że ma się rację. To paradoks, który w gabinecie pojawia się bardzo często. Kiedy obraz jest zawężony, staje się prostszy, bardziej jednoznaczny, a przez to bezpieczniejszy. Poszerzenie ramy oznacza zgodę na to, że rzeczywistość jest bardziej złożona, niż chcielibyśmy.
A to bywa trudne.
Ramy, które nosimy nieświadomie
Ostatnio wpadłam na bardzo konkretny pomysł. Kupię do gabinetu kilka pustych ramek, różnej wielkości i kształtu. Takich, które będzie można przyłożyć do obrazu i zobaczyć, jak bardzo zmienia się jego sens w zależności od tego, co obejmuje rama, a co zostaje poza nią.
Bo dokładnie tak działa nasza psychika. Nieświadomie przykładamy ramę do fragmentu rzeczywistości i uznajemy go za całość. Czasem tak długo patrzymy w ten sam sposób, że przestajemy zauważać, ile rzeczy zostaje poza kadrem – i że można spojrzeć inaczej.
Dopiero kiedy ktoś obok zobaczy coś innego, pojawia się zdziwienie. A potem często złość. Bo jeśli ktoś widzi inaczej, to znaczy, że jedno z nas musi się mylić. Tymczasem bardzo często oznacza to tylko tyle, że patrzymy przez różne ramy.
Współczesne ramki
Dziś dochodzi do tego jeszcze jeden element. Mamy dostęp do ogromnej ilości informacji, ale coraz rzadziej do całego obrazu. Czytamy nagłówki, fragmenty wypowiedzi, skróty. Algorytmy pokazują nam treści podobne do tych, które już znamy i z którymi się zgadzamy.
Rama robi się coraz wygodniejsza i coraz węższa jednocześnie.
Łatwo wtedy uwierzyć, że świat wygląda właśnie tak, jak go widzimy. Trudniej zauważyć, że widzimy tylko wycinek.
Obraz większy niż rama
Nie chodzi o to, żeby nagle rozumieć wszystkich albo rezygnować z własnego zdania. Rama sama w sobie nie jest ani dobra, ani zła. Czasem porządkuje obraz, czasem podkreśla jego fragment, czasem sprawia, że staje się bardziej wyrazisty. Może być upiększeniem. Może podnosić wartość tego, na co patrzymy.
Ale obraz może istnieć także bez niej.
Czasem jednak warto zadać sobie proste pytanie: czego nie widzę, bo nie mieści się w mojej ramie?
I czy byłabym gotowa ją na chwilę przesunąć.
Bo bardzo często dopiero wtedy okazuje się, że obraz był od początku większy, niż myśleliśmy.
No Comment